Strona główna » Aktualności » GKS Bełchatów - Widzew Łódź 0:0
sobota, 10.09.2011, 19:12; 580 odsłon
©Marcin Olczyk
Po słabym i nudnym meczu Widzew zremisował w Bełchatowie z tamtejszym GKS. Przerwa na mecze reprezentacyjne nie zaowocowała lepszą formą teoretycznie wypoczętych widzewiaków.
Początek meczu w wykonaniu łodzian wyglądał zachęcająco. Zawodnicy Widzewa dłużyj znajdowali się w posiadaniu piłki i dużo czasu spędzali na połowie rywala. Z biegiem czasu do głosu doszli gospodarze, między innymi za sprawą ofensywnych rajdów Kamila Kosowskiego na lewej stronie i słabej dyspozycji jego vis-a-vis czyli Krzysztofa Ostrowskiego. Na szczęście dobrze dysponowany był Maciej Mielcarz. Nieźle radziła sobie też defensywa Widzewa, kierowana przez bezbłędnych Jarosława Bieniuka i Ugo Ukaha.
W 30. minucie dynamicznie w pole karne wbiegł Kosowski i padł po starciu z Adrianem Budką. Sędzia nie dopatrzył się jednak przewinienia i ukarał skrzydłowego GKS żółtą kartką. Do przerwy bełchatowianie stworzyli jeszcze kilka akcji ofensywnych, ale najwięcej co byli w stanie ugrać to rzuty rożne, po których z łatwością niebezpieczeństwo od swojego pola karnego oddalali widzewiacy.
W przerwie niezadowolony Radosław Mroczkowski postanowił wymienić od razu dwóch zawodników. Na drugą połowę nie wyszli bezproduktywni: Ostrowski i Przemysław Oziębała. W pierwszej części spotkania obaj zawodnicy nie istnieli więc można było mieć nadzieję, że ktokolwiek ich zmieni, poprawi grę RTS w ofensywie. Na prawą pomoc wszedł Souheil Ben Radhia. Szansę debiutu otrzymał nowy w drużynie Igor Alves.
Brazylijczyk miał ożywić grę w ataku łodzian, ale pierwszego spotkania z siłową ligą polską nie będzie wspominać najlepiej. Rywale bez większych problemów przy umiejętnym wykorzystaniu swoich warunków fizycznych łatwo odbierali futbolówkę Alvesowi. Zbyt indywidualnie grał Nika Dzalamidze. Łodzianie zagrozić bramce Łukaszowi Sapeli potrafili dopiero w samej końcówce, kiedy po dobrym rajdzie w sytuacji sam na sam z bramkarzem Piotr Grzelczak posłał piłkę koło słupka brami GKS. Napastnik kilka minut wcześniej zastąpił Dzalamidze na placu gry.
Gospodarze w drugiej połowie nie zachwycili. Grali niedokładnie. Tracili dużo piłek i nie mogli znaleźć sposobu na formację defensywną Widzewa.
Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Rezultat ten jest jak najbardziej sprawiedliwy i podkreśla niemoc obu ekip. O ile trener Kamil Kiereś w debiucie nie przegrał, o tyle Mroczkowski po dwóch wygranych meczach ligowych ma prawo czuć niedosyt.
Kiepskie widowisko oglądało niespełna 4 tysiące kibiców. Zniechęcona serią porażek bełchatowska publiczność tym razem nie dopisała. Poczynań swoich ulubieńców nie mogli za to obejrzeć kibice Widzewa. Może to i lepiej, ponieważ poziom widowiska był marny. Sytuacji było jak na lekarstwo, twardej walki również. Obie drużyny zagrały dużo poniżej potencjału i możliwości jakie drzemią w poszczególnych zawodnikach.
Widzew solidny w defensywie zawiódł całkowicie w ataku. Łodzianom wyraźnie brakuje rosłego, silnego napastnika. Środkowi pomocnicy (Bruno Pinheiro i Mindaugas Panka) słabo radzili sobie z kreowaniem gry, zaś filigranowi napastnicy (Prince Okachi i Dzalamidze) sami nie byli w stanie stwarzać sobie okazji.
Kolejny mecz RTS gra u siebie z Zagłębiem. Czy doping własnej publiczności uskrzydli zawodników i odmieni ich ofensywną grę? Pracy łodzian czeka dużo, a lubinianie bramek sami sobie wbijać raczej nie będą.
Składy:
Widzew: Mielcarz, Budka, Ukah, Bieniuk, Dudu, Ostrowski (46, Ben Radhia), Panka, Pinheiro, Oziębała (46, Alves), Dzalamidze (85, Grzelczak), Okachi.
GKS: Sapela, Modelski, Szmatiuk, Lacić, Mysiak, Wróbel (63, Buzała), Fonfara, Baran, Kosowski, Nowosielski (70, Bożok), Żewłakow (83, Kuświk).
Żółte kartki:
Wróbel, Kosowski (Bełchatów), Panka, Ukah, Dudu (Widzew)
